OPASKA SOLIDARNOŚCI WALCZĄCEJ

CO ZWAŻY BÓG?

Paweł Falicki

   Rok temu zrobiło się pusto. Cicho i niepewnie. Zniknął punkt odniesienia. Nawet żarliwe modlitwy nie spowodowały przedłużenia życia Kornela. Zamknąłem się z refleksją, jak Najwyższy będzie przyjmował tego wielkiego Polaka. Przecież jego barwne życie nie zawsze trzymało się tradycyjnego, katolickiego pojmowania Boga. Czy to będzie jakiś bilans Dobra i Zła? Czy Pan Bóg rzeczywiście coś waży i odmierza jakąś podziałką?

    W grudniu 1981 roku było paskudnie zimno. Ogłoszenie stanu wojennego zastało mnie w Lublinie, skąd po dwu czy trzech dniach prawie pustym nocnym pociągiem wróciłem z duszą na ramieniu do Wrocławia. Podobno trzeba było mieć jakieś specjalne papiery na przejazd, ale nikt niczego takiego nie wymagał w czasie całej podróży. Instytut Informatyki, w którym pracowałem, wprowadził przepustki pozwalające poruszać się nawet po godzinie policyjnej. Komputery wielkości sporych szaf pracowały wtedy całą dobę i ktoś musiał tę pracę nadzorować nawet w nocy „karmiąc” je perforowanymi taśmami i kartami. Dostałem taką przepustkę.

   Już po kilku dniach jeden z kolegów ze studiów, Kazik Suszyński zaproponował mi jakieś spotkanie o niezbyt jasnym celu, z ludźmi, którzy – jak ja – nie mieli zamiaru spolegliwie słuchać władz państwowych. Dostałem jakiś adres i godzinę, a gdy się tam pojawiłem – z przyjemnością rozpoznałem 2 lub 3 inne znane mi osoby. Po chwili przyszedł do mieszkania szpakowaty, rozczochrany i nieogolony jegomość w wymiętym ubraniu. Okazało się, że Kazik był z nim na ‘ty’, ale za chwilę ja też przeszedłem na tę bezpośrednią formę i od razu zaczęliśmy ustalać jakieś pseudonimy. Kornel Morawiecki – bo to o niego oczywiście chodzi – już wtedy miał jakąś szerszą wiedzę o sytuacji w kraju, chociaż nie działała normalna łączność, a telewizor emitował tylko rządowy serwis wypowiadany przez spikera w mundurze. Chaotyczne spotkanie poświęcone było odbudowywaniu wydawania biuletynu NSZZ „Solidarność” pt. ‘Z Dnia na Dzień’. Związek zawodowy, z którym łączyliśmy tak wielkie nadzieje był w rozsypce. Powoli kompletowano listy internowanych, krążyły jakieś niesprawdzone wiadomości o ruchach wojsk, ktoś straszył radziecką armią, nie było widać żadnego ośrodka koordynującego zbieranie informacji. Trzeba było utworzyć zręby czegoś w rodzaju Agencji Prasowej – ośrodka zbierającego informacje i wydającego jakieś regularne komunikaty. – Agencja Prasowa ‘Novosti’ – zakpił ktoś, chociaż nikomu nie było do śmiechu. – Dobrze – powiedziałem – to ja będę „APN”, ale tylko w części, bo sam wszystkiego nie zorganizuję; może lepiej będę „APN/2”. W ten sposób przybrałem pierwszy pseudonim, którym zacząłem podpisywać sporządzane notatki, które potem trafiały do Kornela jako głównego koordynatora całego przedsięwzięcia. Zaczęliśmy z Kornelem ustalać sposoby przekazywania informacji…

   Dzisiaj, po roku od śmierci mojego „podziemnego nauczyciela konspiracji” zastanawiam się, na ile Jego osobowość i Jego przemyślenia odcisnęły się na kierunku, w którym podąża nasz kraj. Czy udało Mu się wyryć cechy nieustępliwości i konsekwencji na murze o nazwie ‘Polska’?  Czy dobry Bóg to zważy? Przecież niósł Ojczyznę rzeczywiście jak żagiew!

Paweł Falicki – 4.10.2020

PS: 

     Pamięć zawodzi: Kornel znał mnie przed stanem wojennym jako “człowieka z pick-upem” z wcześniejszej pomocy w kolportażu “Biuletynu Dolnośląskiego”. O spotkaniu po moim powrocie z Lublina nocnym pociągiem dowiedziałem się od kogoś innego, bo Kazik Suszyński już był internowany. Dziękuję Małgosi i Kazikowi Szuszyńskim za odświeżenie pamięci! PF

Przewiń do góry