UŚMIECHNIĘTY WOJOWNIK - ROMUALD LAZAROWICZ
START RADIA SW - 27 CZERWCA 1982 R.

Małgorzata Wanke-Jakubowska, Maria Wanke-Jerie

Przygoda z radiem

„Do nadawania własnych audycji radiowych przywiązywano w podziemiu spore znaczenie, nic zatem dziwnego, że komórka radiowa była jedną z pierwszych agend powołanych przez Solidarność Walczącą” – wspominał Romek. Został on szefem pierwszej redakcji Radia SW, był reżyserem audycji, ale zajmował się także scenariuszem, realizacją nagrań oraz montażem. Warto podkreślić, że Radio Solidarności Walczącej było pierwszą podziemną rozgłośnią w historii Dolnego Śląska. Nadmieńmy, że działania w tym kierunku podejmowane były dużo wcześniej, niemalże od pierwszych dni stanu wojennego, a zdobyte wówczas doświadczenia przydały się radiowcom, gdy uruchomiono regularne nadawanie audycji radiowych.

Mateusz Morawiecki w pracy: Geneza i pierwsze lata Solidarności Walczącej – na podstawie analizy podziemnej korespondencji pomiędzy Kornelem Morawieckim, Tadeuszem Świerczewskim i Romualdem Lazarowiczem – twierdził, że „w kręgu »Z Dnia na Dzień« oraz K. Morawieckiego kilka osób już od grudnia 1981 r. usiłowało skonstruować nadajnik zdolny do wyemitowania audycji”.

– Do uruchomienia podziemnego radia w pierwszych miesiącach stanu wojennego nie doszło w dużej mierze ze względu na rozdźwięki w kierownictwie wrocławskiego RKS, które ostatecznie doprowadziły do rozłamu i powstania Solidarności Walczącej – ocenia Wojciech Sawicki. Tadeusz Świerczewski ps. „Rustejko” zabiegał o przyznanie środków dla tworzonej ekipy radiowej ze słynnych 80 milionów. Potwierdza to wystosowany przez niego 6 kwietnia list do Władysława Frasyniuka z prośbą o zwrot kosztów, które już poniesiono. Powołuje się w nim także na poparcie Józefa Piniora dla organizacji podziemnego radia. Pewne, stosunkowo niewielkie kwoty udało mu się uzyskać z uwagi na funkcję szefa Działu Organizacji Zakładów Pracy, którą w ramach RKS pełnił od czerwca 1982 roku. Z pokwitowań zachowanych w archiwum księgowym RKS, zwanym „Archiwum Kajetana”, od pseudonimu Kazimierza Jerie, kasjera podziemnej „Solidarności”, wynika, że Świerczewski otrzymał 6600 zł na zakup radioodbiorników „Asia”, które po przeróbkach służyły głównie do nasłuchów MO i SB, oraz 7000 zł zwrotu poniesionych kosztów dla dwóch osób, m.in. dla Jacentego Lipińskiego ps. „Jacek” za przygotowanie emisji w Poznaniu w związku obchodami rocznicy Poznańskiego Czerwca, a także 17 tys. zł za kupione przez niego części radiowe.

Od pierwszych dni stanu wojennego doświadczenie radiowe zdobywano przy zainicjowanych przez Lipińskiego nasłuchach MO i SB, prowadzonych w mieszkaniu Tadeusza Świerczewskiego. Otrzymywano w ten sposób systematycznie raporty, które Świerczewski przekazywał Władysławowi Frasyniukowi i Kornelowi Morawieckiemu, co zapewnić miało bezpieczną pracę drukarniom, redakcji „Z Dnia Na Dzień” i punktom kolportażowym.

Na początku marca grupie „radiowców” udało się dokonać pierwszych emisji audycji z budynku Akademii Medycznej przy ul. Mikulicza-Radeckiego. Był to Apel do narodów świata nadany alfabetem Morse’a w językach polskim i angielskim adresowany do wybranych osób na Zachodzie.

Pierwsza audycja, wyemitowana na wolnej częstotliwości w paśmie UKF między 68 a 71 MHz, została nadana w niedzielę 27 czerwca o godz. 21.00, a więc zaledwie kilkanaście dni po ostatecznym rozejściu się grupy Morawieckiego i Frasyniuka. Nadajnik miał moc około jednego wata. Audycja była słyszalna w promieniu około kilku kilometrów, głównie w śródmieściu Wrocławia.

Był to kilkunastominutowy program autorstwa Kornela Morawieckiego i Romualda Lazarowicza. W roli spikerów wystąpili Krystyna Wójcik (Jagoszewska) oraz Zbigniew Wołek. 

– W Pafawagu pracowałam przez kilka miesięcy w radiowęźle zakładowym, a w latach szkolnych brałam udział w konkursach recytatorskich, dlatego wiedziałam, że potrafię operować głosem i powiedziałam o tym Romkowi, a on uznał, że nadaję się na spikerkę. Potrzebny był jeszcze męski głos, więc zaproponowałam Zbyszka Wołka, mojego kolegę ze studiów, który miał piękny, radiowy, głęboki głos – przypomina pani Krystyna. Autorem fortepianowego sygnału wywoławczego, pomyślanego po to, by przypadkowi słuchacze zdążyli dostroić radioodbiorniki, był Romek, a Stanisław Mittek ps. „Gad” opracował grane na gitarze sygnały „Głosy i odgłosy” oraz brzęczek, który był używany podczas kolejnych emisji jako sygnał wywoławczy stacji (grane na gitarze pierwsze dźwięki Roty rozpoczynające każdą audycję). 

– Spotykaliśmy się w różnych miejscach. Romek taszczył zawsze magnetofon szpulowy, dawał mnie i Zbyszkowi Wołkowi do czytania teksty i nagrywaliśmy. Potem to było montowane i szło w eter – opowiada Jagoszewska.

Sporadycznie w roli spikerów w następnych audycjach występowali też: Roman Sawicz, Helena Lazarowicz, Anna Morawiecka oraz Stanisław Mittek i Hanna Łukowska-Karniej. Audycje tworzone były głównie w oparciu o teksty tygodnika „Solidarność Walcząca”, a scenariusz rozpisany na głosy poszczególnych spikerów, którzy w określonych dniach przychodzili do studia. Po kilku próbach nagrywano taśmy robocze, a z nagrań montowano właściwą taśmę-matkę. Potem wykonywano tyle kopii na kasetach, ile było przewidzianych do jednorazowej emisji nadajników, zwykle pięć do sześciu. Czasem potrzeba ich było więcej, zwłaszcza gdy planowano audycje również poza Wrocławiem.

Przewiń do góry