UŚMIECHNIĘTY WOJOWNIK - ROMUALD LAZAROWICZ

Małgorzata Wanke-Jakubowska, Maria Wanke-Jerie

Solidarność Walcząca

   Działacze skupieni wokół Kornela Morawieckiego, mimo że stanowili trzon Regionalnego Komitetu Strajkowego, nie zgadzali się z kierownictwem podziemnego związku w sprawie metod i strategii działania. Oceniali działania RKS jako defensywne, domagali się ofensywy i jednoznaczności w takich sprawach, jak odrzucenie komunistycznego ustroju i sowieckiej dominacji. Sprzeciwiali się też lansowanej przez Władysława Frasyniuka koncepcji organizowania krótkotrwałych strajków w zakładach pracy, traktowanych jako umiarkowane formy oporu, bo ich zdaniem prowadziło to do dekonspiracji działaczy „Solidarności”. Natomiast podczas demonstracji ulicznych, których byli zwolennikami, znacznie łatwiej było zachować anonimowość, a także była to – jak uważali – skuteczniej- sza forma mobilizowania społecznego oporu. Spór ten ujawnił się z całą mocą pod koniec kwietnia 1982 roku, gdy RKS przygotowywał się na zbliżające się obchody Święta Pracy. Kornel Morawiecki i współpracujący z nim działacze opowiadali się za zorganizowaniem w tym dniu niezależnej manifestacji, natomiast Władysław Frasyniuk – zgodnie z zaleceniami TKK – stał na stanowisku, aby wezwać tylko do bojkotu oficjalnych uroczystości i powstrzymać się od formowania pierwszomajowego kontrpochodu. Taką decyzję ostatecznie podjął RKS. Jak się okazało, nastroje społeczne rozminęły się ze stanowiskiem Regionalnego Komitetu Strajkowego – 1 maja 1982 roku we wszystkich większych miastach w Polsce, z wyjątkiem Wrocławia, doszło do spontanicznych wielogodzinnych kontrmarszy. Podobnie było dwa dni później, w rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja, gdy doszło do demonstracji w szesnastu większych i kilku mniejszych miastach i znów jedynym wyjątkiem był Wrocław. Wydarzenia 1 i 3 maja pokazały, że w całym kraju istnieje duże społeczne zapotrzebowania na „solidarnościowe” manifestacje, a nastroje te znacznie lepiej rozpoznają działacze skupieni wokół Kornela Morawieckiego.

   Pogłębiający się konflikt między Frasyniukiem i Morawieckim dotyczył nie tylko strategii i taktyki, ale także, a może przede wszystkim, spraw finansowych. „Ten ostatni otrzymywał na swoją działalność (głównie na »Z dnia na dzień«) pewne kwoty pieniędzy, ale — o ile można się zorientować na podstawie wycinkowych źródeł – były to kwoty szalenie małe w stosunku do koordynowanych przez niego działań i związanych z tym potrzeb, choć możliwości finansowe RKS były w tym czasie praktycznie nieograniczone” – czytamy w pracy magisterskiej Wojciecha Sawickiego Regionalny Komitet Strajkowy NSZZ „Solidarność” Dolny Śląsk XII 1981 – VI 1982 z 1996 roku, która ukazała się nakładem Wydawnictwa „Profil” w 2011 roku.

   Podobnie ocenia to Mateusz Morawiecki we wspomnianej już wcześniej swojej pracy magisterskiej: „Spór w sprawach finansowych legł u początków powstania Solidarności Walczącej”. Kornel Morawiecki, który w RKS pełnił funkcję szefa działu propagandowo-informacyjnego, od dawna zwracał uwagę na nieproporcjonalne w stosunku do potrzeb i znaczenia tego, co robił, finansowanie. Uważał ponadto, że zdeponowane w Kurii Arcybiskupiej pieniądze, słynne 80 milionów, powinny w znacznie większym stopniu zasilać podziemne struktury.

   Przełomowym wydarzeniem w narastającym konflikcie było przekazanie „Z Dnia na Dzień”, począwszy od nr. 64, w ręce zespołu redakcyjnego bezpośrednio zależnego od Władysława Frasyniuka. Mateusz Morawiecki szczegółowo opisuje spory dotyczące podziału sprzętu poligraficznego, które były już konsekwencją, a nie powodem poddziału w łonie dolnośląskiej „Solidarności”. W centrum tego sporu był Romuald Lazarowicz ps. „Tomek”, szefujący dotychczasowym zespołom redakcyjnym „Z Dnia na Dzień”.

   „Z dostępnych mi informacji wynika, że przedstawiciel RKS-u żąda wydania mu dwu powielaczy będących obecnie w posiadaniu »Solidarności Walczącej«. Informuję, że jeden z tych powielaczy stanowi własność „Biuletynu Dolnośląskiego” (od 13.12.1981 r. pracował na potrzeby »Z Dnia na Dzień«), drugi zaś jest własnością prywatną (…). W związku z powyższym żądania ww. przedstawiciela RKS-u uważam za bezpodstawne” – pisał Lazarowicz w liście do RKS.

   „Solidarność Walcząca wywodziła się w dużym stopniu z NSZZ »S«. Ale nie tylko. Wyrosła ze specyficznych warunków stanu wojennego i w znacznym stopniu uformowała się w oparciu o ludzi skupionych wokół »Biuletynu Dolnośląskiego«. Infrastruktura powstającej organizacji powiązana była z komórkami związkowymi, lecz stanowiła również dorobek grupy osób działających poza »Solidarnością«” – czytamy w pracy Morawieckiego.

   „Niewątpliwie jednym z głównych antecendensów powstania w 1982 roku Solidarności Walczącej było istnienie od 1979 roku niezależnego „Biuletynu Dolnośląskiego”. W ciągu kilku lat istnienia pisma utworzyło się wokół niego i jego redakcji niewielkie, ale prężne i świadome swoich celów środowisko. Myślę, że właśnie stosunkowo niewielka liczebność oraz świadomość celów miały tu duże znaczenie. Podczas gdy inne grupy znikły pod wpływem sierpniowego wichru »Solidarności«, ta podążając nieco z boku głównego nurtu – trwała i krzepła” – to fragment wypowiedzi Romualda Lazarowicza na temat Solidarności Walczącej, której udzielił Mateuszowi Morawieckiemu do jego pracy magisterskiej.

   Zasady i reguły funkcjonowania SW krystalizowały się przez kilka miesięcy. Początkowo utworzono Porozumienie Solidarności Walczącej, które powołane zostało 1 lipca 1982 roku. Pierwszym pismem spoza Dolnego Śląska, które odnotowało fakt powstania nowej organizacji, był „Tygodnik Mazowsze”. Lapidarnie ujmował jej cechy charakterystyczne i cel strategiczny: „Powstało tam [we Wrocławiu] również Porozumienie Solidarność Walcząca z delegatem na I KZD NSZZ „S” Kornelem Morawieckim. Pozostaje ono poza Związkiem, choć blisko współpracuje z RKS Dolny Śląsk. Jego celem jest dążenie do niepodległej Rzeczpospolitej Solidarnej”.

   Zakładano, że będzie to luźna federacja grup i środowisk połączonych wspólnymi ideałami i programem. Koncepcja ta nie sprawdziła się w praktyce i 11 listopada 1982 roku Porozumienie SW przekształcono w jednolitą organizację pod nazwą Solidarność Walcząca. Na jej czele stała kilkunastoosobowa rada, która wybrała Kornela Morawieckiego na przewodniczącego, co oczywiście było czystą formalnością, bo jego przywództwo było niekwestionowane. Skład Rady SW był zmienny, początkowo tworzyli ją: Zbigniew Bełz, Paweł Falicki, Michał Gabryel, Jerzy Gnieciak, Maria Koziebrodzka, Cezariusz Lesisz, Hanna Łukowska-Karniej, Kornel Morawiecki, Andrzej Myc, Zbigniew Oziewicz i Jan Pawłowski. Później dołączyli do niej m.in. Jerzy Kocik i Władysław Sidorowicz.

   Dla Romka Lazarowicza Solidarność Walcząca stanowiła pewien ideał, odwoływała się do tradycji Armii Krajowej, jednoznacznie opowiadała się za niepodległością Polski, odrzuceniem komunistycznej władzy i sowieckiej dominacji oraz odwoływała się do wartości wynikających z nauczania Kościoła katolickiego. Logo nowej organizacji, przedstawiające litery SW ułożone w znak kotwicy, symbol nadziei i wierności tradycji Polski Walczącej, było bliskie wzorcom rodzinnym Lazarowicza. Oceniał on jednak, że w tworzonym przez Kornela Morawieckiego programie Solidarności Walczącej wyraźne były socjalistyczne złudzenia. Poszukiwanie jakiegoś nowego pomysłu ideologicznego, „uzupełnianie” modelu monteskiuszowskiego „czwartą władzą” (związkową), budowanie nowego ustroju uważał za niepotrzebną utopię i mówił o tym wprost Kornelowi Morawieckiemu. Według niego modele państwa i ustroju wypracowane na Zachodzie doskonale się sprawdziły i nie ma powodu poszukiwać lepszego.

   Wobec Boga i Ojczyzny przysięgam walczyć o wolną i niepodległą Rzeczpospolitą Solidarną, poświęcać swe siły, czas – a jeśli zajdzie potrzeba – swe życie dla zbudowania takiej Polski. Przysięgam walczyć o solidarność między ludźmi i narodami. Przysięgam rozwijać idee naszego Ruchu, nie zdradzić go i sumiennie spełniać powierzone mi w nim zadania.

   Osoby wstępujące do Solidarności Walczącej składały tę przysięgę w obecności dwóch jej zaprzysiężonych członków. Odbywało się to, mimo warunków wynikających z konspiracji, w uroczystej oprawie. Jednak wielu działaczy SW, w tym nawet najwyższego szczebla, przysięgi tej nigdy nie złożyło. Pierwszy, który nie zgodził się na zaproponowaną treść roty, był członek Rady SW Paweł Falicki, nie akceptował on bowiem zawartej w niej koncepcji ustrojowej przyszłej wolnej Polski. Przysięgał walczyć o wolną i niepodległą Rzeczpospolitą, a nie Rzeczpospolitą Solidarną.

   Podobne wątpliwości mieli Romuald Lazarowicz i jego żona Helena i dlatego nie zostali zaprzysiężeni. Oboje cenili sobie, że ich obiekcje dotyczące wiązania się przysięgą tej treści z organizacją, dla której z oddaniem pracowali, zostały przez władze SW uszanowane.

   Dla Romualda, odsuniętego od redakcji „Z Dnia na Dzień”, przystąpienie do Solidarności Walczącej oznaczało nowe wyzwania. Pierwszym, jakiego się podjął, była organizacja podziemnej rozgłośni radiowej.

Przewiń do góry